Marketingowe studia nad studiami

W czerwcu zapewne niejedna młoda głowa łamie się wzdłuż i wszerz, z którą uczelnią związać swoją przyszłość. Od tego, do którego dziekanatu trafi komplet papierów lub plik plików, zależy przecież cała przyszłość łamiącego się. A że i nam zależy na przyszłości, zwłaszcza gdy w grę wchodzi przyszłość młodych, ich zawodowe perspektywy oraz nasza emerytura, na którą owa młodzież będzie pracować, bierzemy na warsztat tegoroczne kampanie marketingowe krakowskich uczelni. Rozszyfrowując ich przekaz, chcemy podpowiedzieć, co obiecują poszczególne placówki.

 

Jest super

Nie sposób nie zacząć od najstarszego nie tylko w tym, ale i w ogólnopolskim gronie Uniwersytecie Jagiellońskim. Wydawać by się mogło, że tak renomowana marka nie potrzebuje kampanii reklamowej. Ale to samo można by powiedzieć o Coca Coli – a ta nie bez powodu wydaje co roku niemałą fortunę na marketing.

Tegoroczna kreacja UJ to ukłon w stronę superbohaterskiej popkultury. Twórcy kampanii gwarantują, że każdego studiującego czeka kariera superbohatera. Wraz z przekroczeniem wiekowej bramy Uniwersytetu, w ciele żaka zacznie pulsować sekretna moc, rosnąca w siłę z każdym udanym kolokwium, zdanym egzaminem, zaliczonym semestrem. To perspektywa niewątpliwie nęcąca: takie nieludzkie umiejętności rozwiązują niejeden problem. Niewidzialni jeżdżą bez biletów komunikacji miejskiej, możliwość transportacji usuwa ryzyko spóźnienia się gdziekolwiek, a szybkie czytanie w myślach to murowany sukces na każdej rozmowie rekrutacyjnej.

Jest jednak druga strona medalu: bardziej zaznajomieni z losami Batmana, Spidermana czy Avengersów wiedzą doskonale, jak wielkim brzemieniem jest superbohaterskość. Dość wspomnieć wiecznie udręczonego i nurzającego się w egzystencjalnym mroku Człowieka-Niepotoperza (uwaga: zdanie celowo pretensjonalne, by zadośćuczynić mieszkańcowi Gotham City). Świadomość odpowiedzialności za losy miasta, powiatu, regionu czy kraju musi przytłaczać. Dodatkowo, każdy superbohater ma swojego prześladowcę, który to prześladowca dysponuje niezliczoną armią siepaczy. Oni wszyscy pałają żądzą mordu na wybijającej się jednostce. W sytuacji, gdy z każdej szafy może wyłonić się skrytobójca, z kanałów wypełznąć może pół-człowiek, pół-krokodyl, a na wiosennej łące dopaść może zastęp orków tudzież ogrów, nie sposób myśleć o planowaniu kariery.

Czy to samo czeka absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego?

 

(Nam) jest dobrze

Inny punkt odniesienia obrali przedstawiciele krakowskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Biznesu. Promując swoją uczelnię, postawili skromnie, bo na samych siebie. Ich hasło brzmi „Tworzymy studia, na których sami chcielibyśmy się uczyć”. To uczciwe postawienie sprawy, a jednocześnie zapowiedź tego, jak przebiegać będzie edukacja przez trzy lub pięć kolejnych lat. Tak, jak chcieliby tego zarządzający. Można przypuścić, że obejmuje to również panie z dziekanatu, tradycyjnie wliczające się do top managementu każdej uczelni.

To również odważna kreacja, idąca na zderzenie czołowe z obowiązującymi wszem i wobec trendami: czyli jak najściślejszym dopasowywaniu się do oczekiwań konsumenta, Zasypywania go gradem ankiet, a następnie szycia produktu lub usługi właśnie pod niego. W epoce ogólnej tzw. kustomizacji, w czasie mediów społecznościowych, władze WSZiB mówią: my zrobimy Wam tak, jak się nam podoba”.

Ze świecą szukać bardziej szczerej placówki. Za to na pewno należy się plus.

 

Jest naturalnie

Uniwersytet Rolniczy nie uczestniczy w technologicznym wyścigu zbrojeń. W walce o kandydata stawia na powrót do korzeni. Odwołuje się do dziedzictwa bliskiego każdemu z nas – do natury. To z niej się wywodzimy, zdają się myśleć marketingowcy UR, więc nasza kampania będzie przez wszystkich zrozumiana. Dlatego bez obaw pokomplikowali główny slogan. Otwarcie łamiąc zasadę KISS, czyli „keep it simple, stupid”, w ramach letniej burzy mózgów ukuli hasło: „Z natURy najlepsi”. Na rozsianych tu i ówdzie w Krakowie billboardach dostrzec można też jego mutacje w stylu „NatURalnie zakręceni”.

By jeszcze wyraźniej zaznaczyć swoją odrębność i oględnie mówiąc, obojętność na współczesne trendy reklamy, do rekrutacji zachęca sympatyczna skądinąd żyrafa z nałożonymi okularami słonecznymi.

To wszystko sprawia spójne wrażenie – wrażenie kolejnego powrotu do korzeni, tym razem korzeni polskiej reklamy z lat 90. Zaproszenie żyrafy ma sens: nie tylko jako zwierzę jest natURalnym ambasadorem UR, ale swoimi kończynami stąpa jeszcze w poprzedniej dekadzie, to dzięki swojej długiej szyi zagląda już do XXI wieku.

Co to może oznaczać dla studentów tej uczelni? Optymistyczna wersja zakłada, że chodzi o mocne fundamenty i perspektywiczne widoki na przyszłość.

 

Warto jeszcze wypatrywać kreacji marketingowych od świętującej 100-lecie Akademii Górniczo-Hutniczej oraz znacznie młodszego Uniwersytetu Pedagogicznego. Po tej pierwszej można spodziewać się mocarnej, głośnej reklamy opartej na dumie z dotychczasowych osiągnięć i bycia jedną z najwyżej notowanych w świecie polskich uczelni. Nie braknie pewnie wątków technologicznych stale obecnych w komunikacji marketingowej AGH.

Uniwersytety Pedagogiczny postawi na bardziej miękki, społeczny, bliższy ludziom przekaz. Oby tylko, z racji profilu, nie było w nim za dużo dydaktyki.